czwartek, 13 września 2012

35. rocznica śmierci Steve’a Biko

Właśnie mija 35 lat od śmierci Stephena Bantu Biko aktywisty walczącego z apartheidem w Republice Południowej Afryki, który został zamordowany przez policję 12 września 1977 r. I Write What I Like, zbiór jego esejów, wywiadów i przemówień, wydanych w 1978 r., pozostaje jedną z najważniejszych publikacji na temat walki o wyzwolenie czarnej ludności. Tytuł („piszę to, co mi się podoba”) został zaczerpnięty z serii artykułów, jakie Biko pisał w czasie swojej działalności politycznej pod pseudonimem Frank Talk (szczera rozmowa). Książka przedstawia idee i cele ruchu Black Consciousness, którego Biko był założycielem. W swoich esejach i przemowach Biko nawoływał czarnych Afrykanów, aby powstali przeciwko reżimowi i wzięli odpowiedzialność za swoją wolność:

Black man, you are on your own. [Czarny człowieku, jesteś zdany na samego siebie.*]

You are either alive and proud or you are dead, and when you are dead, you can't care anyway. [Jesteś albo żywy i dumny, albo martwy, a kiedy jesteś martwy i tak jest Ci wszystko jedno.]

The most potent weapon in the hands of the oppressor is the mind of the oppressed[Najpotężniejszą bronią w rękach ciemiężcy jest umysł uciskanego.]

Being black is not a matter of pigmentation - being black is a reflection of a mental attitude. [Bycie czarnym to nie kwestia pigmentacji; bycie czarnym to odzwierciedlenie nastawienia.]

Steve Biko urodził się w roku 1946 w King Williams Town w Prowincji Przylądkowej Wschodniej w RPA. Już od najmłodszych lat interesował się polityką. W czasie studiów na Akademii Medycznej w Durbanie założył Organizację Studentów Południowej Afryki (South African Students’ Organisation – SASO). Był współodpowiedzialny za wybuch powstania w Soweto w 1976 roku. Biko został aresztowany 18 sierpnia 1977 pod zarzutem terroryzmu. Przez 24 dni był przesłuchiwany i torturowany. Poświęcił życie na walkę z apartheidem i poprzez swoją śmierć stał się symbolem martyrologii czarnych nacjonalistów.

Na podstawie książki napisanej przez dziennikarza i przyjaciela Steve’a Biko, Donalda Woodsa, powstał film Krzyk wolności w reżyserii Richarda Attenborougha. W roli głównej wystąpił Denzel Washington. Na ścieżce dźwiękowej można usłyszeć słynny utwór Petera Gabriela zatytułowany Biko, który został zainspirowany tą tragiczną śmiercią.

*Tłumaczenia własne

sobota, 8 września 2012

Czas na literackiego Nobla dla afrykańskiego pisarza?

Tradycyjnie w jeden z październikowych czwartków, czyli już za około miesiąc, poznamy laureata literackiej nagrody Nobla. Ponieważ Szwedzka Akademia nie ogłasza listy nominowanych autorów, pozostają jedynie spekulacje. Dlatego pod koniec sierpnia największe firmy bukmacherskie zaczynają przyjmowanie zakładów. Jak wyglądają szanse pisarzy afrykańskich? W tegorocznym rankingu Ladbrokes, której typy uważa się za najbardziej wiarygodne, najwyżej z afrykańskich autorów, na miejscu 17., znajduje się Ngugi wa Thiong'o. Tuż za nim plasują się Chinua Achebe (18) i Assia Djebar (19), a nieco dalej Nuruddin Farah (28), którzy od lat są wymieniani jako kandydaci do Nobla. W tegorocznym zestawieniu pojawiły się również trzy nowe nazwiska: Chimamanda Ngozi Adichie, Ben Okri oraz Leila Aboulela. 

Leila Aboulela
Chimamanda Ngozi Adichie

Co ciekawe, według notowań Unibet i Nicerodds z afrykańskich pisarzy szanse mają wyłącznie Adichie i Aboulela. Choć obie autorki w pełni zasługują na uznanie, ich dorobek jest zbyt skromny, by móc rywalizować o tę najważniejszą nagrodę. Nigeryjka Chimamanda Ngozi Adichie ma na swoim koncie 2 powieści: Fioletowy Hibiskus i Połówka żółtego słońca oraz zbiór opowiadań To coś na Twojej szyi. Z kolei pochodząca z Sudanu Leila Aboulela wydała 3 powieści: Arabska pieśń, Minaret i Tłumaczka oraz opowiadania Coloured Lights

Na tym tle, z 11 powieściami, znacznie lepiej wypada Nigeryjczyk Ben Okri, zdobywca m.in. Commonwealth Writers Prize i Booker Prize za powieść Droga bez dna oraz Assia Djebar z Algierii, również autorka 11 powieści, esejów i zbiorów poezji oraz laureatka nagrody Neustadt.
Assia Djebar
Ben Okri
Nuruddin Farah 
Wydaje się, że gdyby członkowie Akademii mieliby nagrodzić w tym roku pisarza afrykańskiego, ich wybór prawdopodobnie ograniczyłby się do trzech nazwisk: Achebe, Farah i wa Thiong'o. Każdy z nich ma imponujący dorobek literacki i niezwykły życiorys. Ich szanse mogą się jeszcze zwiększyć, ponieważ wszyscy trzej zaplanowali na ten rok wydanie swoich najnowszych książek. Kilka dni temu Somalijczyk Nuruddin Farah zaprezentował powieść Crossbones, stanowiącą ostatnią część trylogii, w której skład wchodzą jeszcze Links i Knots.

Chinua Achebe
Wkrótce mają się także pojawić długo oczekiwane wspomnienia z wojny biafrańskiej Chinuy Achebego There Was A Country oraz ciąg dalszy pamiętników Kenijczyka Ngugiego wa Thiong’o In the House of the Interpreter. 
Mając jeszcze w pamięci rewelacyjną powieść Thiong’o Wizard of the Crow i będąc świeżo po lekturze pierwszej część jego wspomnień Dreams in a Time of War: a Childhood Memoir, nie zdziwiłabym się, gdyby literacka nagroda Nobla po raz pierwszy powędrowała do Kenii.
Ngugi wa Thiong’o



czwartek, 19 lipca 2012

Rotimi Babatunde zdobył nagrodę Caine Prize

Rotimi Babatunde z Nigerii otrzymał najbardziej prestiżową nagrodę literacką w Afryce za opowiadanie „Bombay's Republic” (Republika sierżanta Bombaya). Zdaniem jury opowieść Babatundego jest ambitna, przesiąknięta czarnym humorem i w sarkastyczny sposób obnaża opartą na wyzysku istotę kolonializmu oraz psychologię niepodległości. Babatunde pokonał  Stanleya Kenaniego z Malawi, Jennę Bass z RPA, Kenijczyka Billy’ego Kahorę i Melissę Tandiwe Myambo z Zimbabwe. Streszczenia wszystkich opowiadań można przeczytać tutaj.

Rotimi Babatunde
W przeciwieństwie do poprzednich lat tym razem jury postawiło na opowiadania, które wychodzą poza schematy znane z zachodnich mediów: biedna, rozdarta wojną i skorumpowana, tragiczna Afryka. Wskutek tego teksty, które zostały nominowane w tegorocznej, 13. edycji, są szczególnie „mało afrykańskie”, oczywiście patrząc z perspektywy zachodniego czytelnika. Ale czy można w ogóle mówić o afrykańskich tematach? Albo o afrykańskim pisarzu? Regulamin Caine Prize przewiduje, że pisarz afrykański to: „pisarz, który urodził się w Afryce, ma obywatelstwo afrykańskiego kraju albo którego rodzice są Afrykańczykami”. Mimo tak szerokiej definicji nie wszyscy pisarze deklarują swoją przynależność do tej grupy, zwłaszcza ci, którzy mieszkają poza Afryką (np. Petina Gappah, Dinaw Mengestu). Nominowani w tym roku autorzy także z niechęcią odnoszą się do tego określenia. Trudno się dziwić, skoro na literaturę afrykańską patrzy się przez pryzmat politycznie zaangażowanej twórczości Chinuy Achebego i Ngugiego wa Thiong’o, którzy ustanowili pewien standard pisania o Afryce. Z drugiej jednak strony któż inny, jak nie afrykańscy pisarze, ma przełamywać stereotypy?

Jak widać, również aby zdobyć nagrodę Caine Prze, niekoniecznie trzeba pisać o biednych dzieciach. Można np., tak jak to zrobił Babatunde, podjąć skrywany temat 100 000 afrykańskich żołnierzy, którzy walczyli w Birmie w czasie II wojny światowej w brytyjskiej armii. Choć ten fragment historii jest niezwykle poważny, Babatunde opowiedział ją z humorem. Pokazał też, jak upadł wówczas mit o supremacji białej rasy, składając jednocześnie hołd swojemu wielkiemu rodakowi. Bohater jego opowiadania, sierżant Bombay, tak jak Okonkwo u Achebego, zabił białego człowieka, ale w przeciwieństwie do niego nie poniósł konsekwencji. Co więcej, został za to nagrodzony.

Mimo zdecydowanie bardziej pozytywnego przyjęcia nominowanych opowiadań niż w zeszłym roku, nie obyło się bez kontrowersji. Tuż po ogłoszeniu listy utworów, które zakwalifikowały się do ścisłej czołówki, Ahmed Maiwad, nigeryjski pisarz i prawnik, oskarżył Babatunde o plagiat. Uznał, że podobieństwo do „Chłopaka z Birmy” autorstwa Biyi Bandelego jest zbyt duże, by mogło być przypadkowe. Tym samym zakwestionował także kompetencje jury. Wydaje się, że sprawa zakończy się jednak korzystnie dla Babatunde. Są dowody na to, że zwycięskie opowiadanie trafiło już w 2005 r., czyli kilka lat przed publikacją „Chłopaka z Birmy”, do agenta literackiego w Londynie. Zarzut niekompetencji także nie znajduje poparcia. Okazuje się, że redakcji powieści Bandelego dokonał nie kto inny jak zastępca przewodniczącej jury, Ellah Alfrey.
Tytuł: Chłopak z Birmy
Autor: Biyi Bandele
Data wydania: Maj 2009
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 978-83-7510-180-5
Liczba stron: 208
Tłumaczenie: Wojsław Brydak
Cena: 27,99 zł

piątek, 13 lipca 2012

Port Harcourt w Nigerii Światową Stolicą Książki na rok 2014


Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Oświaty, Nauki i Kultury (UNESCO) ogłosiła, że tytuł Światowej Stolicy Książki na rok 2014 otrzymało nigeryjskie miasto, Port Harcourt. Co roku, począwszy od 2001 r., komisja kwalifikacyjna, w której skład wchodzą przedstawiciele Międzynarodowego Stowarzyszenia Wydawców (IPA-UIE), Międzynarodowej Federacji Księgarzy (IBF) oraz Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Bibliotekarzy (IFLA), nadaje ten tytuł miastu prezentującemu najlepszy program promocji czytelnictwa. Port Harcourt zostało docenione za przygotowanie programu skupiającego się na młodzieży, na kształtowaniu kultury czytelniczej i walce z analfabetyzmem. W programie jest między innymi kampania zainaugurowana przez prezydenta Nigerii Goodluck Jonathana „Bring Back the Book”, skierowana do dzieci i młodzieży, a także pięciodniowy Garden City Literary Festival, przyciągający co roku najwybitniejszych pisarzy afrykańskich, podczas którego odbywają się m.in. spotkania autorskie, odczyty, warsztaty dla dzieci i dorosłych oraz targi książek.

Leżące w delcie Nigru Port Harcourt – które obchodzi w tym roku 100. rocznicę powstania – zostało wybrane spośród 11 kandydujących miast. O ten tytuł ubiegał się m.in. Kraków i Oxford. Nominacja nie wiąże się z żadną gratyfikacją pieniężną – ma znaczenie wyłącznie symboliczne. Ale przynajmniej na jakiś czas Port Harcourt ściągnie uwagę świata. I to nie ze względu na wydobycie ropy naftowej, lecz na aktywną scenę literacką Nigerii. 

wtorek, 12 czerwca 2012

Primum non nocere

Książki autorów afrykańskich rzadko osiągają wysokie nakłady. Nieczęsto trafiają też na zachodnie listy bestsellerów. Takim sukcesem mogą się poszczycić praktycznie wyłącznie afrykańscy nobliści oraz autorzy powieści przygodowych i sensacyjnych, tacy jak Wilbur Smith i Alexander McCall Smith (do wyjątków należy sukces Chinuy Achebego, Chimamandy Ngozi Adichie czy wypromowanego przez Oprę Winfrey Ukwema Akpana). Niedawno do grona bestsellerowych pisarzy dołączył Abraham Verghese, którego debiutancka powieść Cutting for Stone utrzymywała się przez wiele miesięcy na liście najlepiej sprzedawanych książek New York Timesa, a niedługo zostanie sfilmowana. Nic dziwnego, w powieści wydanej również w Polsce pod tytułem „Powrót do Missing” jest bowiem wszystko to, co składa się na klasyczny bestseller: wartka fabuła, splątane losy bohaterów, nieszczęśliwa miłość i nagłe zwroty akcji. Jeśli dodamy do tego gawędziarski styl autora i egzotyczną scenerię, mamy prawdziwe czytadło z Afryką w tle.

Abraham Verghese

Verghese opowiada historię Mariona Stone’a, która rozgrywa się w dwóch krajach na przestrzeni kilkudziesięciu lat. W 1954 r. w szpitalu misyjnym w stolicy Etiopii, Addis Abebie, przychodzi na świat dwóch bliźniaków Marion i Shiva. Ich matka, hinduska zakonnica, umiera podczas dramatycznego, niemal groteskowego porodu, a ojciec – chirurg – ucieka przed ciążącą na nim odpowiedzialnością i wyjeżdża do Ameryki. Chłopców przygarnia hinduska para lekarzy: ginekolog Hema i internista Ghosh. Bliźniacy dorastają w burzliwych czasach –  w okresie upadku cesarza Halje Sellasjego w wyniku rewolucji przeprowadzonej przez dyktatora Mengystu Hajle Marjama oraz w czasie wojny z Erytreą. Jednak to nie sytuacja polityczna, lecz miłość obu braci do jednej kobiety sprawia, że Marion opuszcza kraj, by studiować medycynę w Stanach. W tym czasie Shiva-samouk staje się światowym autorytetem w dziedzinie przetoki pochwowej. Kolejne, niezwykłe wydarzenia rodem z opery mydlanej prowadzą do melodramatycznego zakończenia.

Trzeba przyznać, że Abraham Verghese ma wyjątkowy dar opowiadania. Z racji wykształcenia ma też ogromną wiedzę medyczną, którą – zapewne na fali zainteresowania serialami medycznymi – postanowił wykorzystać w powieści. Jednak w trakcie lektury miejscami można odnieść wrażenie, że czyta się podręcznik medycyny dla opornych”. Dbałość autora o realistyczne oddanie szczegółów, tak widoczna w opisie procedur medycznych, w innych fragmentach niestety poważnie szwankuje. Powstają wręcz luki w fabule, które dziwią (matce bliźniaków do końca ciąży udało się ukryć swój stan), a nawet drażnią (nieoczekiwane pojawienie się Thomasa Stone’a czy Genet). Najmocniejszą stroną tej monumentalnej powieści jest natomiast z rozmachem nakreślone tło społeczno-historyczne. Jednakże mnogość zdarzeń i tematów – począwszy od sytuacji politycznej w Etiopii, adopcji i obrzezania przez zdradę, biedę, prostytucję aż po życie emigrantów i przeszczepy – może przytłaczać. Podobnie jak liczne, często niepotrzebne retrospekcje. Pierwszoosobowa narracja, prowadzona przez Mariona, także ugina się pod ciężarem szczegółów i punktów widzenia. Nie pozostawia przy tym żadnego pola do interpretacji, co sprawia, że większość postaci jest jednowymiarowa i sztuczna. Choć większa część akcji rozgrywa się w Etiopii, czytelnik rzadko ma do czynienia z Afrykańczykami. Głównymi bohaterami są albo wykształceni, ofiarni Europejczycy, albo szlachetni imigranci z Indii o nieskazitelnych charakterach. Etiopczykom i Erytrejczykom przypadają natomiast role służących, prostytutek bądź zdrajców. Dlatego czytając „Powrót do Missing”, łatwo wpaść w pułapkę krzywdzących stereotypów zastawioną przez autora. Chyba Verhgese zapomniał, że przede wszystkim nie należy szkodzić.



Tytuł: Powrót do Missing
Autor: Abraham Verghese
Data wydania: listopad 2011
Wydawca: Świat Książki
Liczba stron: 750
ISBN: 978-83-7799-034-6
EAN: 9788377990346
Wymiary: 14.5 x 20.5 cm
Cena: 42,90 zł 

czwartek, 10 maja 2012

Czekając na Caine Prize…


Przyznanie Caine Prize for African Writing to chyba najbardziej wyczekiwane wydarzenie literackie w Afryce. Nastąpi ono 2 lipca podczas uroczystej kolacji w Bodleian Library, w Oxfordzie. Już teraz można jednak przeczytać opowiadania, które zakwalifikowały się do finałowej piątki. Ben Okri – znany w Polsce głównie dzięki swojej powieści „Droga bez dna” – powołany niedawno na wiceprzewodniczącego jury, dokonał wraz z Ellah Allfrey i z Bernardine Evaristo wyboru spośród 122 opowiadań nadesłanych przez autorów z 14 krajów. Zdaniem jury reprezentują one „prawdziwie różnorodną beletrystykę z naprawdę różnorodnego kontynentu”. Rzeczywiście tegoroczne opowiadania cechuje bogactwo językowe i tematyczne.

Rotimi Babatunde
Pierwsze z nich – napisane w lekko ironicznym stylu – autorstwa Rotimiego Babatunde, opowiada historię nigeryjskiego żołnierza Bombaya walczącego w Birmie podczas II wojny światowej. W obcym kraju Bombay jest wielokrotnie konfrontowany z niedorzecznymi opiniami na temat Afrykańczyków. Najbardziej zaskoczony jest jednak wtedy, gdy dostaje pochwałę za zabicie białego człowieka. Po zakończeniu wojny, której nie spodziewał się przeżyć, sierżant Bombay powraca do Nigerii, po czym zajmuje stare, opuszczone więzienie i proklamuje powstanie niepodległej, jednoosobowej Republiki.

Billy Kahora
Opowiadanie Kenijczyka Billy’ego Kahory to zabarwiona szyderczym humorem historia o młodym pracowniku banku, który zamiast chodzić do pracy, woli spędzać czas na upijaniu się. W końcu Kandle zostaje wezwany na dywanik, ale udaje mu się przechytrzyć pracodawcę. 
Billy Kahora to chyba najbardziej znany z tegorocznych finalistów. Jest redaktorem naczelnym kenijskiego pisma Kwani? oraz scenarzystą obsypanego nagrodami filmu „Soul Boy” wyświetlanego w Polsce pod tytułem „Chłopiec, który szukał duszy”.

Stanley Kenani 
Kolejne opowiadanie, napisane przez Stanleya Onjezani Kenaniego, opisuje historię homoseksualnego studenta prawa, Charlesa Chikwanje, który złapany in flagrante nie tylko nie okazuje skruchy, jest wręcz dumny ze swoich preferencji seksualnych. W „bogobojnym” Malawi grozi za to więzienie. Tam też trafia, co przynosi katastrofalne skutki dla całego kraju. Podszyte drwiną opowiadanie dopełnia krótka przypowieść.

Pochodząca z Zimbabwe Melissa Tandiwe Myambo ukazuje niełatwy, zawieszony na cienkiej nici związek siostry i brata. Ibou, jako jedyny syn, miał możliwość wyjazdu z rodzinnego Senegalu do Ameryki i kontynuowania nauki. Fatima natomiast stara się ułożyć sobie życie po rozwodzie i zadbać o edukację syna. Wydaje jej się naturalne, że brat powinien jej w tym pomóc. 
Opowiadanie jest wielowątkowe i może stanowić świetny punkt wyjścia do ciekawej powieści.

Constance Myburgh 
Opowieść Jenny Bass, piszącej pod pseudonimem Constance Myburgh, to utrzymana w konwencji czarnego humoru historia drwala, który próbuje rozwiązać zagadkę znalezionej na drzewie odciętej nogi. Trop prowadzi do leżącej w szpitalu prostytutki, Zary Swart, a następnie do handlarza złotem.
Bass jest także autorką scenariusza, reżyserem i producentem filmu pt. „Tunel” wyświetlanego w Polsce podczas festiwalu AfryKamera.

Tutaj można pobrać i przeczytać (po angielsku) wszystkie nominowane opowiadania:
•    Rotimi Babatunde (Nigeria) – „Bombay's Republic” opublikowane w Mirabilia Review Vol. 3.9
•    Billy Kahora (Kenia) – „Urban Zoning” z McSweeney's Vol. 37
•    Stanley Kenani (Malawi) – „Love on Trial” z „For Honour and Other Stories”
•    Melissa Tandiwe Myambo (Zimbabwe) – „La Salle de Départ” z Prick of the Spindle Vol. 4.2
•    Constance Myburgh (RPA) – „Hunter Emmanuel” z Jungle Jim Issue 6.

środa, 18 kwietnia 2012

Sundżata i Czaka: wielcy afrykańscy herosi

Jednym z najczęściej powtarzanych mitów na temat Afryki Subsaharyjskiej jest twierdzenie, iż nie miała ona własnej historii przed przybyciem Europejczyków. Mimo wielokrotnych prób odkłamania dziejów afrykańskich, m.in. przez Basila Davidsona, znanego w Polsce głównie jako autora książki „Stara Afryka na nowo odkryta”, dawny stereotyp wciąż pokutuje. Podobnie krzywdzące i nieprawdziwe jest przekonanie o braku przedkolonialnej literatury afrykańskiej. Ta fałszywa opinia opiera się w główniej mierze na twierdzeniu Ruth Finnegan [1], że Afrykanie nie stworzyli żadnego eposu. Głównym argumentem była forma prozatorska afrykańskich epopei. Jednak począwszy od lat 70. intensywne badania naukowe i prace terenowe [2] wykazały, że istnieje mnogość dowodów na obecność eposu w tradycjach afrykańskich, a tekst prozatorski jest często wynikiem zapisu i tłumaczenia pozbawionego akompaniamentu muzycznego, a zatem bez możliwości uchwycenia deklamacyjnej intonacji. Wyniki owych badań dały też impuls do  gromadzenia i rejestracji dzieł epickich. Mimo że nadal wiele eposów nie zostało spisanych ani opublikowanych, nawet z fragmentarycznych zapisów wyłania się bogaty i różnorodny obraz. Eposy afrykańskie znacznie się między sobą różnią, posiadają jednak pewne wspólne cechy. Ich bohaterowie to prawie zawsze mężczyźni pochodzący ze środowisk arystokratycznych, których narodzinom przeważnie towarzyszą niezwykłe okoliczności, takie jak przepowiednia czy nietypowe zjawiska przyrodnicze. Często są wyśmiewani i zmuszani do opuszczenia swojego domu. Muszą pokonać wrogów, których charakteryzuje nadludzka siła, w wyniku czego są postrzegani jako zbawiciele swoich narodów. 

Przykładami takich bohaterów są m.in. Sundżata i Czaka, których losy zostały przedstawione w „Eposach Czarnej Afryki” wybranych przez Wandę Leopold, opatrzonych przez nią także wyśmienitym wstępem. Pierwszy z eposów – najbardziej znany w całej Afryce – to jedna z wielu wersji korpusu Sundżaty, opowiadająca o XIII-wiecznym władcy imperium Mali. Jego sława przetrwała przede wszystkim dzięki Djeli Mamadou Kouyaté pochodzącemu ze starożytnego rodu griotów, którego opowieść została przełożona w 1960 r. na francuski przez Gwinejczyka Djibrila Tamsira Niane i weszła do afrykańskiego kanonu literackiego.

Jak głosi ustny przekaz, do króla – Maghana Kon Fatta – przybył wróżbita, który przepowiedział, że jego syn zostanie wielkim władcą. Monarcha musi się jednak najpierw ożenić z brzydką, garbatą kobietą. Pewnego dnia dwóch myśliwych przyprowadza kobietę-bawoła, która zgodnie z przepowiednią zostaje żoną króla i wydaje na świat syna. Sundżata nie ma jednak łatwego dzieciństwa: bez władzy w nogach staje się celem ataków i drwin. Mimo choroby dziecka król wyznacza tuż przed śmiercią Sundżatę na swojego następcę, przydzielając mu wedle zwyczaju griota. Lecz intrygi pierwszej żony, Sasumy Berete, zazdrosnej o wpływy jej pierworodnego syna doprowadzają do wygnania Sundżaty i jego matki Sogolon oraz obwołania Dankarana Tumana królem. Chyba nie zdradzę wielkiej tajemnicy, pisząc, że ostatecznie przepowiednia się spełnia, a Sundżata – jak przystało na prawdziwego herosa – pokonuje wszelkie przeciwności losu i zostaje twórcą wielkiego imperium. 
Z jednej strony legenda Sundżaty to typowa średniowieczna historia z lekką dydaktyczną nutą, opowiadająca dzieje potężnego władcy oraz ukazująca ówczesne tradycje i obyczaje. Jednak z drugiej strony – ze względu na prozatorski charakter – czyta się ją jak współczesną powieść fantasy z wartką akcją i zaskakującymi zdarzeniami. Oprócz wielu znakomicie nakreślonych postaci, m.in. matki Sundżaty, bardzo ciekawa wydaje się kreacja narratora-griota jako strażnika historii i nośnika tradycji ustnej. Mamadou Kouyaté stwierdza: Są narody posługujące się pismem dla utrwalenia swojej przeszłości; jednakowoż wynalazek ten zabił u nich pamięć; nie czują już przeszłości, bowiem pismu jest obce ciepło ludzkiego głosu. U nich wszyscy sądzą, że wiedzą, podczas gdy wiedza powinna być tajemnicą. Prorocy nie pisali, a słowo ich było tym bardziej żywe. Marna to wiedza, która leży zastygła w niemych książkach. (s. 110)
Tę zanikającą umiejętność słownego przekazywania tradycji doskonale ilustruje też film Daniego Kouyaté pt. „Keita! Dziedzictwo griota” z 1995 r. oparty na eposie o  Sundżacie.
 Jego pełną wersję z napisami w języku francuskim można obejrzeć tutaj.
Drugim eposem ujętym w zbiorze jest legenda Czaki, króla Zulusów. Nieszczęśliwe dzieciństwo Czaki, jako nieślubnego syna wodza Senzangakona, jego pełna upokorzeń i wyrzeczeń młodość powodują, że Czaka zmienia się z ofiary w okrutnego mściciela, krwawo i bezwzględnie dążącego do władzy, co w ostateczności doprowadza do jego upadku. Czaka poświęca nawet w ofierze ukochaną żonę, Noliwe. Niebagatelną rolę odgrywa tutaj postać czarownika i doradcy Czaki, Isanusiego, który symbolizuje duchy przodków. 
Czaka Zulu
Autorem wersji przedstawionej w polskim przekładzie jest Thomas Mofolo, który tworzył w języku sotho. Napisana w 1908 r. książka została ostatecznie opublikowana dopiero w 1925 r., ponieważ misjonarze uznali ją za apologię dawnych pogańskich czasów i nie zgodzili się na jej wydanie. Powodem było przedstawienie chrześcijańskich przekonań za pomocą tradycyjnego afrykańskiego symbolizmu i mitologii. Ten zarzut stanowi jednocześnie o największej wartości eposu, który został uznany za jedną z 12 najlepszych książek afrykańskich XX w. Mofolo stworzył zbeletryzowaną biografię XIX-wiecznego zuluskiego władcy rządzącego potężnym imperium. Spod jego pióra wyszła fascynująca analiza ślepej pogoni za władzą absolutną i próba odpowiedzi na kwestię istnienia zła. Mofolo nie kwalifikuje postępowania Czaki z punktu widzenia moralnego: ani go nie apologizuje, ani nie potępia. Natomiast niewątpliwie ukazuje wybitną osobowość historyczną na miarę tragicznych szekspirowskich postaci.

Autor: Leopold Wanda - wybór
Tytuł: Eposy czarnej Afryki
Wydawnictwo Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Rok wydania:  1977 r.
Liczba stron: 304
Okładka:  Twarda
Cena: 8.00zł









[1] Finnegan, R. Oral Literature in Africa, Oxford 1970,
[2] Okpewho Isidore The Epic in Africa: Toward a Poetics of the Oral Performance, Columbia University Press 1979; Stephen Belcher. Epic Traditions of Africa. Bloomington: Indiana University Press, 1999

poniedziałek, 12 marca 2012

(Nie)wesołe życie imigranta

Wielu wybitnych pisarzy afrykańskich zna smak życia na emigracji. Pisarze starszego pokolenia (m.in. Chinua Achebe, Wole Soyinka, Buchi Emecheta, Ousmane Sembène, Léopold Sédar Senghor, Ayi Kwei Armah, Ama Ata Aido, Assia Djebar, Camara Laye, Ben Jelloun) wyjeżdżali na studia, w poszukiwaniu wolności politycznej czy lepszych warunków ekonomicznych. W ubiegłym stuleciu życie na emigracji nie zawsze było jednak kwestią wyboru. Ngũgĩ wa Thiong'o, kenijski pisarz, który trafił do więzienia za krytykę ówczesnego wiceprezydenta, Daniela arap Moi, musiał szukać schronienia za granicą. W 1982 r. wyjechał do USA i dopiero po 22 latach pobytu na uchodźctwie mógł powrócić do swojego kraju. Somalijczyk, Nuruddin Farah, uciekł przed reżimem Mohammeda Siada Barre’a i przez ponad 20 lat żył na wygnaniu. Mongo Beti musiał przenieść się do Francji, ponieważ jego twórczość nie spodobała się kameruńskim władzom kolonialnym i hierarchom kościelnym. Natomiast południowoafrykańscy pisarze Breyten Breytenbach i Lewis Nkosi zostali zmuszeni do opuszczenia swojej ojczyzny za walkę z apartheidem. Przykłady przymusowego uchodźctwa pisarzy można by mnożyć ….

Afrykańscy pisarze młodego pokolenia żyjący na emigracji m.in. Chimamanda Ngozi Adichie, Helon Habila, Biyi Bandele, Chika Unigwe, Uwem Akpan, Alain Mabanckou, Petina Gappah czy Sefi Atta, raczej nie muszą się obawiać prześladowań politycznych. Nie mają też traumatycznych wspomnień z czasów kolonialnych. Często jednak – aby zdobyć sławę w kraju pochodzenia – musieli najpierw wybić się na rynku zachodnim. Zainteresowanie międzynarodowych mediów, nagrody literackie, recenzje w prestiżowych pismach są dla nich przepustką do kariery i sukcesu w Afryce. 
Natomiast inni przedstawiciele tej generacji pisarzy wyjechali z Afryki w dzieciństwie (Ben Okri, Helen Oyeyemi, Maaza Mengiste, Nadifa Mohamed), a nawet urodzili się na zachodzie (Aminatta Forna, Teju Cole). Mimo to Afryka jest ich muzą. Wracają do niej na chwilę, by czerpać z doświadczeń poprzedniego pokolenia, by obserwować i zdobywać wiedzę. Często też, jako że sami stoją na skraju dwóch światów, poruszają problem imigracji i tęsknoty za ojczystym krajem. 

Taka tematyka dominuje w twórczości pochodzącego z Etiopii Dinawa Mengestu. Urodzony w 1978 r. w Addis Abebie autor wyjechał w wieku dwóch lat wraz z matką i siostrą do USA, gdzie wcześniej jego ojciec schronił się przed „czerwonym terrorem” dyktatora Mengystu Hajle Marjama.

Dinaw Mengestu

Mengestu zadebiutował w 2007 r., od razu zdobywając Guardian First Book Award. Jego powieść ukazała się najpierw w Wielkiej Brytanii pod tytułem „Children of the Revolution” („Dzieci rewolucji”), nawiązującym do wielkiego przeboju zespołu T. Rex z lat 70. Amerykański wydawca postawił jednak na mniej polityczny tytuł: „The Beautiful Things That Heaven Bears” („Niebios światła cudne”, dosł. „Piękne rzeczy, jakie przynosi niebo”), zaczerpnięty z poematu Dantego Boska komedia", z Pieśni XXXIV kończącej „Piekło”. 

Zdaniem Josepha, jednego z bohaterów powieści ten fragment doskonale oddaje to, co odczuwają Afrykańczycy żyjący na emigracji: codzienne piekło, przez które tylko czasami przebija niebo (s. 100). Podobnie jak Dante, błąkają się oni z bagażem trudnych doświadczeń między dwoma światami, szukając okruchów piękna i choćby iskierki nadziei na przyszłość. Pochodzący z Konga Joseph znajduje zrozumienie u dwóch przyjaciół: Kenijczyka Kennetha oraz Sephy Stephanosa, który uciekł z Etiopii przed komunistyczną rewolucją, po tym jak jego ojciec został zamordowany przez juntę wojskową na jego oczach. Siedemnaście lat później Sepha nadal boryka się z kryzysem tożsamości i świadomością, że człowiek zawieszony między dwoma światami żyje i umiera w samotności (s. 228) oraz próbuje znaleźć swoje miejsce na ziemi. Wydaje się, że tym miejscem może być prowadzony przez niego niewielki sklep spożywczy w podupadłej dzielnicy Waszyngtonu. Tam spotyka się ze swoimi dwoma towarzyszami niedoli. Ich ulubionymi zajęciami są żarty na temat okrucieństw i rozrzutności afrykańskich dyktatorów oraz sprawdzian wiedzy o zamachach stanu w ponad 30 krajach Afryki.
Gdy do dzielnicy, w której mieszka i pracuje Sepha, wprowadza się biała kobieta z córką, pojawia się promyk nadziei. Ich obecność oznacza jednak proces gentryfikacji dzielnicy, na skutek której może utracić swój sklep. 


 
Mengestu pisze z dużą lekkością (na filmie autor czyta fragment książki) i gorzko-ironicznym humorem. Z prawdziwym wdziękiem wprowadza wątek miłosny, delikatnie zahacza o kwestie rasowe i bez skrępowania obnaża paradoksy amerykańskiego marzenia. Ale przede wszystkim przekonywająco ukazuje rozdarcie afrykańskich imigrantów, z jednej strony silnie pragnących powrócić do kraju, a jednocześnie starających się wymazać z pamięci swoją przeszłość, by móc się całkowicie zanurzyć w kapitalistyczną rzeczywistość Ameryki.



Autor: Mengestu Dinaw

Tytuł:  The Beautiful Things That Heaven Bears
Wydawca:     Penguin Group Inc.
Data wydania: 2007 r.
Liczba stron:  228
ISBN: 1594482853
Cena:  55 zł


poniedziałek, 6 lutego 2012

Ekranizacja „Połówki żółtego słońca”


Chimamanda Ngozi Adichie
Bestsellerowa powieść Chimamandy Ngozi Adichie Połówka żółtego słońca wkrótce zostanie przeniesiona na ekran. Andrea Calderwood, która wyprodukowała m.in. Ostatniego króla Szkocji, oraz Gail Egan odpowiedzialna za produkcję Wiernego ogrodnika zebrały - dzięki nigeryjskim inwestorom i brytyjskiemu instytutowi filmowemu – fundusze, które pozwolą reżyserowi Biyi Bandele dokonać adaptacji jednej z najciekawszych powieści afrykańskich, nagrodzonej w 2007 r. Orange Prize. Prace nad filmem, które rozpoczną się w marcu, będą prowadzone w Nigerii.

Thandie Newton
Dominic Cooper
Biyi Bandele, nigeryjski dramaturg i powieściopisarz, autor znanej w Polsce książki Chłopiec z Birmy, ma już na swoim koncie parę sukcesów na scenie londyńskiej – wystawił m.in. adaptację powieści Chinuy Achebego Wszystko rozpada się. Połówka żółtego słońca będzie dla niego debiutem reżyserskim. Obsada zapowiada się interesująco, choć nie wiadomo jeszcze, kto jaką rolę zagra. W ekranizacji wystąpią mianowicie Thandie Newton, Chiwetel Ejiofor i Dominic Cooper. Newton będzie musiała najprawdopodobniej wcielić się w dwie postacie: Olanny oraz jej siostry-bliźniaczki Kainene. 

Chiwetel Ejiofor
Z pewnością twórcy liczą na to, że film odniesie sukces na miarę innych kinowych hitów, których akcja rozgrywa się w Afryce. Już teraz pojawiają się jednak obawy, zwłaszcza ze strony Nigeryjczyków, że ze względu na komercyjny cel film będzie skierowany głównie do zachodniej publiczności, na skutek czego straci na autentyczności. Sprzeciw budzi przede wszystkim wybór Thandie Newton jako odtwórczyni głównej roli żeńskiej. Mimo swoich afrykańskich korzeni – jej matka pochodzi z Zimbabwe – Newton nie przypomina kobiety z ludu Ibo. Ten fakt nabiera szczególnego znaczenia w kontekście wypowiedzi Adichie na temat postrzegania Afryki przez Zachód.

czwartek, 26 stycznia 2012

Afrykańscy pisarze na festiwalu w Hadze


Tegoroczna, 17. edycja międzynarodowego festiwalu literackiego Writers Unlimited w Hadze odbyła się pod hasłem: „Keep on dreaming!” (Nie przestawaj marzyć). W programie były między innymi odczyty i dyskusje z udziałem pisarzy z całego świata. Afrykę reprezentowało w tym roku kilkoro autorów, m.in.: Helon Habila i Chika Unigwe z Nigerii, Dinaw Mengestu z Etiopii, Kopano Matlwa z RPA i Ahmad Al Malik z Sudanu.

Począwszy od 2007 roku festiwal rozpoczyna się odczytem wybitnego pisarza z zagranicy. W 2009 r. Nuruddin Farah z Somalii przemawiał na temat współczesnej migracji i poczucia przynależności. Rok później odczyt wygłosiła Antjie Krog z RPA, natomiast w tym roku otwarcia festiwalu dokonał Helon Habila, który mówił o literaturze jako sposobie widzenia: Prawdziwy pisarz nie może zapomnieć. Prawdziwego pisarza obraz będzie prześladować dopóty, dopóki on go nie opisze. Nie da mu spać po nocach, będzie go nawiedzać w ciągu dnia. Pisarza fascynuje zło, nie hipnotyzuje czy przyciąga, lecz fascynuje. Sam fakt jego istnienia, jego zwykła banalność.

Habila wziął także udział w dyskusji panelowej na temat „Jak być dyktatorem w Afryce”. Wraz z Dinawem Mengestu i Davidem van  Reybrouckiem próbował się wczuć w rolę afrykańskiego dyktatora.
Dinaw Mengestu


Pochodzący z Etiopii Mengestu (autor powieści Children of the Revolution/The Beautiful Things That Heaven Bears i How to Read the Air), zażartował, że na razie jest pisarzem, ale aspiruje do roli dyktatora. Ma ułatwione zadanie, ponieważ nosi takie samo nazwisko jak etiopski „czarny Stalin" Mengystu Hajle Marjam. Jego zdaniem dyktatorzy nie wywodzą się z próżni: ludzie sami tworzą swoich przywódców, oddając im swoje marzenia i zrzekając się odpowiedzialności.


David van Reybrouck
Z kolei belgijski historyk sztuki i pisarz, David van Reybrouck, autor książki o historii Konga, w sarkastycznym tonie pokazał w 10 punktach, jak zostać dyktatorem i jak utrzymać się przy władzy. Stwierdził ponadto, iż w kontekście ostatnich wydarzeń w Europie wydaje się oczywistym, że demokracji w zachodnim stylu nie da się przenieść – tak jak gotowych mebli z IKEI - na grunt afrykański.
Helon Habila


Helon Habila pozostaje jednak optymistą, pomimo negatywnych wieści płynących z Afryki. Pokojowe protesty przeciwko kontrowersyjnym decyzjom nigeryjskiego rządu pokazują, że Afrykańczycy coraz częściej biorą sprawy w swoje ręce.


Mniej optymistyczna była natomiast dyskusja z udziałem Habili na temat wydobycia ropy naftowej w Delcie Nigru. Zarówno jego najnowsza powieść Oil on Water, której fragmenty odczytał, jak i film dokumentalny Thomasa Bloma pokazują katastrofalny wpływ działalności spółek naftowych na środowisko i lokalne społeczności. Interesujące było spojrzenie na tę samą sprawę z dwóch różnych perspektyw: pisarza, który odwołuje się do wyobraźni czytelników, i dokumentalisty, który operuje obrazami. Czytając książkę Habili (wkrótce zamieszczę jej recenzję), miałam wrażenie, że pisarz wyolbrzymia pewne negatywne sprawy. Jednak po obejrzeniu dokumentu jego apokaliptyczna wizja nabrała bardziej rzeczywistego wymiaru.


Tego samego wieczoru wystąpili jeszcze Chika Unigwe i Ahmad Al Malik, mówiąc o tworzeniu i marzeniu w obcych językach. Pochodząca z Nigerii Unigwe mieszka od 13 lat w Belgii, a Al Malik – w Holandii. Ich książki opublikowano najpierw w języku niderlandzkim, mimo że zostały napisane po angielsku (Unigwe) i po arabsku (Al Malik). Jest to dość powszechna praktyka. Tak było również w przypadku twórczości Mosesa Isegawy, znanego m.in. dzięki powieści Kroniki abisyńskie.

Chika Unigwe
Ahmad Al Malik