sobota, 15 czerwca 2013

Literatura afrykańska w dobie Internetu

Pisarz i krytyk Ikhide R. Ikheloa ironicznie stwierdził, że obecnie najpopularniejszymi afrykańskimi książkami są Twitter i Facebook. Jest w tym jednak sporo prawdy. Brak tradycyjnych książek przy jednoczesnym, fenomenalnym wzroście (ponad 2000% w ciągu 10 lat) liczby użytkowników Internetu i popularności telefonów komórkowych sprawił, że wielu młodych Afrykańczyków ma kontakt z tekstem pisanym jedynie przez sieć, a zwłaszcza serwisy społecznościowe.


Trudno to nazwać obcowaniem z literaturą, ale niektórzy pisarze afrykańscy już się przekonali, że to świetny sposób, aby dotrzeć do swoich (potencjalnych) czytelników. Dlatego mają swoje strony osobiste albo fanpage na Facebooku bądź prowadzą, mniej lub bardziej aktywnie, blogi, np.: Chibundu Onuzo, Tolulope Popoola, Nnedi Okorafor czy Alan Mabanckou. Najpopularniejszy wśród pisarzy jest jednak Twitter. Wbrew pozorom, limit 140 znaków ma w sobie wielki potencjał. Nigeryjsko-amerykański pisarz, Teju Cole, dostrzegł go przed kilku laty i od tej pory cały czas z powodzeniem wykorzystuje w swojej literackiej działalności. Autor rewelacyjnej powieści Open City ma na Twitterze prawie 94 000 obserwujących. Swoimi seriami krótkich, acz ironicznych i prowokacyjnych tekstów Small Fates o codziennych wydarzeniach w Nigerii, Josephie Konym czy o stosowaniu dronów pokazuje, że Twitter może być też nośnikiem ambitnych tekstów. Taki skondensowany przekaz to zresztą żadna nowość. Już ponad 100 lat temu powstała słynna sześciowyrazowa mikroopowieść pt. For Sale: baby shoes, never worn (Na sprzedaż. Buciki niemowlęce. Nienoszone), której autorstwo przypisuje się Ernestowi Hemingwayowi.
Oprócz własnych tekstów na Twitterze pisarze często zamieszczają cytaty ze swoich ulubionych książek albo wierszy: Teju Cole cytujący fragment eseju Adama Zagajewskiego Obrona żarliwości. 
Fragment wiersza Pablo Nerudy cytowany przez libijskiego pisarza Hishama Matara.
Korzyści płynące ze stosowania nowoczesnych technologii dostrzegają też afrykańscy wydawcy. Podczas gdy na Zachodzie rośnie popularność czytników e-booków, w Afryce – ze względu na koszty – konieczne jest znalezienie innego rozwiązania. Angela Wachuka, dyrektor kenijskiego Kwani Trust, publikującego popularne czasopismo literackie Kwani?, planuje wprowadzenie w listopadzie aplikacji, która umożliwi czytanie tekstów nie tylko na smartfonach, ale też na zwykłych telefonach. Jej zdaniem mały ekran nie stanowi przeszkody, by czytać na przykład prowokacyjne wspomnienia byłego doradcy kenijskiego premiera czy opowiadania nominowane do Caine Prize. Aplikacja zostanie wzbogacona o funkcje interaktywne typu czaty czy konkursy poetyckie. W ubiegłym roku Kwani po raz pierwszy współpracowało z 3Bute, witryną internetową, na której publikowane są teksty literackie i dziennikarskie w formie powieści graficznej. Użytkownicy mogą tam nie tylko czytać, ale także aktywnie uczestniczyć w procesie tworzenia, dodając komentarze i łącza w nowych okienkach. 3Bute opracował wersje mushup opowiadań, które w zeszłym roku znalazły się na finałowej liście Caine Prize. Tak wygląda fragment zwycięskiego opowiadania  Bombay’s Republic autorstwa Rotimi Babatunde:
 




środa, 29 maja 2013

(Pra)ojcowie literatury afrykańskiej

Zmarły przed dwoma miesiącami Chinua Achebe został nazwany w 2007 r. przez noblistkę, Nadine Gordimer, ojcem współczesnej literatury afrykańskiej. Mimo sprzeciwu samego Achebe oraz pierwszego afrykańskiego laureata literackiej nagrody Nobla, Wolego Soyinki, miano to przylgnęło do niego na dobre, a jeszcze bardziej utrwaliło się po jego śmierci. Wprawdzie wkład Achebego w rozwój literatury afrykańskiej jest niezaprzeczalny – jeden z największych znawców twórczości Achebego, Simon Gikandi, twierdzi wręcz, że Achebe „wynalazł” literaturę afrykańską – trzeba pamiętać, że drogę do sukcesu utorowało mu wielu pisarzy. 
Chinua Achebe i Wole Soyinka
Początki literatury afrykańskiej sięgają XXII w. p.n.e. Wówczas powstały zbiory staroegipskich tekstów religijnych związanych z kultem zmarłych, najpierw w postaci ściennych inskrypcji znanych jako Teksty Piramid oraz nieco późniejsze Teksty Sarkofagów zapisane na papirusie. Natomiast jednym z najstarszych zabytków literackich powstałych w Afryce Subsaharyjskiej jest XIV-wieczny tekst Kebra Nagast będący dla rastafarian świętą księgą. Niedawno ukazał się w całości po polsku w przekładzie Piotra Żyry pod tytułem Chwała królów. Wiele manuskryptów z okresu średniowiecza, napisanych głównie w języku arabskim, jest przechowywanych w Timbuktu (o czym pisałam tutaj). Przez wiele stuleci, a może nawet od tysięcy lat, istniała również literatura ustna (tzw. oratura) przekazywana w rodzimych językach afrykańskich w postaci bajek, przysłów, zagadek i legend. Najbardziej znanym przykładem tych ostatnich jest epos o królu Sundżacie. Ślady oratury są bardzo widoczne w twórczości Achebego, który twierdzi, że przysłowia stanowią olej palmowy, z którym spożywa się słowa. [1]
 Wraz z przybyciem kolonizatorów do Afryki na południe od Sahary zaczęła powstawać literatura w językach europejskich. Pierwszymi tekstami autorstwa czarnego Afrykanina były listy napisane po portugalsku na początku XVI wieku przez władcę Konga Alfonsa I (Nzinga Mbemba) do dwóch kolejnych królów Portugalii [2]. Dotyczyły one w głównej mierze handlu niewolnikami, podobnie jak XVIII-wieczne teksty, które można uznać za prawdziwy początek literatury afrykańskiej w językach europejskich, mimo że wielokrotnie próbowano podważyć ich autorstwo [3]. Wśród nich wyróżnia się autobiografia byłego niewolnika, Nigeryjczyka Olaudah Equiano, znanego także jako Gustaw Vassa, opublikowana w 1789 roku, w której autor sprzeciwiał się nie tylko niewolnictwu ale, podobnie jak Achebe ponad 150 lat później, degradacji kultur afrykańskich przez Europejczyków.
Olaudah Equiano
Za pierwszą anglojęzyczną powieść napisaną przez czarnego Afrykańczyka uważana jest książka Ethiopia Unbound z 1911 r. autorstwa J.E. Casely-Hayforda z Ghany. Z kolei pierwszą książką napisaną po francusku przez czarnego autora afrykańskiego jest krótki pamflet dla młodzieży Les Trois Volontés de Malic Senegalczyka Ahmadou Mapaté Diagne, wydana w Paryżu w 1920 r. Wkrótce potem, w latach 30., narodził się négritude antykolonialny, idealistyczny ruch literacki i polityczny, zapoczątkowany przez Léopolda Sédara Senghora, Aimé Césaire’a oraz Léona Damasa, który wywarł ogromny wpływ na postawy intelektualne Afrykanów, zwłaszcza pisarzy francuskojęzycznych, m.in. Camary Laye. Choć Achebe podzielał podejście négritude do kolonializmu, odrzucał jego idealizm w opisywaniu przedkolonialnej Afryki [4].
Literatura z Onitszy
Zjawiskiem, które w dość istotnym stopniu ukształtowało współczesne pisarstwo nigeryjskie, była tak zwana literatura jarmarczna z Onitszy. W tym największym po II wojnie światowej ośrodku handlowym w Nigerii pojawiło się wiele broszurek i pamfletów pisanych przez prostych ludzi o zwykłych, codziennych sprawach. Mimo że były dosyć wątpliwej wartości literackiej, stanowiły teren doświadczalny dla twórców, którzy jako pierwsi pisarze nigeryjscy zyskali światowe uznanie: Amos Tutuola i Cyprian Ekwensi.

Amos Tutuola
Życiorys Amosa Tutuoli jest równie nietypowy, jak jego pisarstwo. Ukończywszy zaledwie kilka lat misyjnej szkoły podstawowej, w której terminował jako kotlarz, Tutuola imał się różnych zawodów, był m.in. posłańcem, kowalem i magazynierem, by w końcu zasłynąć – dzięki niewiarygodnemu szczęściu i ogromnemu uporowi – jako autor powieści stanowiącej brakujące ogniwo pomiędzy tradycyjną literaturą ustną a współczesną prozą. Posługując się na co dzień językiem joruba, w ciągu kilku dni na konkurs ogłoszony w przez Towarzystwo Biblijne napisał po angielsku książkę Smakosz wina palmowego (1952 r.). Mimo że konkursu nie wygrał, jego powieść została zauważona przez wydawców w Londynie i entuzjastycznie przyjęta przez brytyjskich oraz amerykańskich krytyków. Książkę reklamowano jako zachodnioafrykańską wersję mitologii greckiej, a samego autora okrzyknięto naturalnym artystą i wizjonerem, którego tekst charakteryzuje niczym nieskażona niewinność i niezwykły urok. Liczne pochwały wzbudziły jednak kontrowersje wśród samych Nigeryjczyków, którzy krytykowali łamaną angielszczyznę i prymitywny styl Tutuoli jako utrwalające stereotyp o zacofaniu Afrykańczyków. W przeciwieństwie do zachodnich odbiorców ówczesna elita nigeryjska nie uległa też czarowi tradycyjnych opowieści ludu Joruba, które jej zdaniem zostały jedynie powielone, często w zniekształconej formie, przez Tutuolę. Dopiero po latach w Afryce doceniono wartość powieści, która ostatecznie została uznana za jedną ze 100 najlepszych książek afrykańskich XX wieku. Historia opowiedziana przez Tutuolę ma bowiem wymiar uniwersalny, a przy tym jest na wskroś afrykańska. Autor wykorzystał w niej archetypiczny motyw wędrówki oraz bohatera, który pokonuje wiele przeciwności i wraca do rodzinnej miejscowości jako prawdziwy heros.
Tytułowa postać, smakosz wina palmowego, wyrusza na poszukiwanie zmarłego winiarza, bez którego nie jest w stanie oddawać się głównej czynności: pijaństwu. Jako że zgodnie z tradycją umarli nie idą prosto do nieba, smakosz postanawia spakować magiczne dżudżu i wybrać się do krainy zmarłych. Po drodze przeżywa mnóstwo przygód i spotyka niezwykłe duchy, upiory i stwory o nadprzyrodzonych cechach, lecz ponieważ jest samozwańczym Ojcem-Bogów-Który-Wszystko-Może, udaje mu się wyjść cało z każdej opresji. Towarzyszy mu żona, której rękę zdobył, ratując ją od śmierci. Droga powrotna z Miasta Umarłych również obfituje w niecodzienne wydarzenia, a na miejscu bohater zastaje głód i konflikt między Niebem a Ziemią, który musi rozstrzygnąć.
Świat przedstawiony przez Tutuolę to zbiór przeróżnych, pozornie nieprzystających do siebie, elementów. Obok lokalnych tradycji i wierzeń Jorubów współistnieje rzeczywistość magiczno-fantastyczna, na którą nakłada się współczesna warstwa reportersko-kronikarska. Każdy z tych aspektów został przedstawiony za pomocą innego typu narracji, stylu i języka. Dlatego oprócz zapożyczeń z języka joruba, pojawiają się neologizmy, zwroty w pidżyn, a nawet żargon księgowy i urzędniczy. Ten stop kilku kultur, języków i światów sprawia, że opowieść Tutuoli jest wielowarstwową kreacją, która stanowi niepowtarzalną, niemożliwą do naśladownictwa i niemal nie poddającą się przekładowi całość. Należą się przy tym słowa uznania dla Ernestyny Skurjat, która dokonała nie tyle przekładu, ile częściowej adaptacji oryginalnego tekstu, nie tracąc jednak obcego kolorytu.
  
[1] Chinua Achebe, Wszystko rozpada się WRS, przekł. Małgorzata Żbikowska, Iskry 1989, s. 13
[2] Albert S. Gérard, European-language writing in Sub-Saharan Africa, Akadémiai Kiadó, Budapest 1986, vol. I, s. 45
[3] tamże, s. 57
[4] Słynne stało się powiedzenie Wolego Soyinki krytykującego eksponowanie „murzyńskości” przez założycieli ruchu négritude: A tiger does not proclaim his tigritude, he pounces („Tygrys nie głosi wszystkim swojej tygrysowatości, lecz rzuca się na zdobycz”).


Autor:            Amos Tutuola
Tytuł:             Smakosz wina palmowego
Tłumaczenie:   Ernestyna Skurjat
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania:  1983
Liczba stron:  244
ISBN/ISSN:     8320704057


środa, 15 maja 2013

Ex Africa semper aliquid novi



Początek maja to tradycyjnie czas, kiedy poznajemy listę finalistów Caine Prize for African Writing. Jest ona przyznawana za najlepsze opowiadanie napisane przez afrykańskiego pisarza. Przewodniczącym jury tegorocznej edycji jest historyk sztuki Gus Casely-Hayford, autor książki The Lost Kingdoms of Africa (Zaginione królestwa Afryki) oraz czteroczęściowego filmu dokumentalnego pod tym samym tytułem, w którym przedstawia przedkolonialną historię kilku najważniejszych królestw Afryki. 


Wśród jurorów jest także pierwsza laureatka nagrody Caine Prize, Leila Aboulela, autorka powieści Arabska pieśń, Minaret i Tłumaczka.

W tym roku nominowani zostali:
Aż 4 z 5 wyróżnionych pisarzy pochodzi z Nigerii, jest więc duża szansa, że już po raz piąty zwycięzcą zostanie autor z tego kraju.

Caine Prize for African Writing cieszy się w świecie literackim ogromnym prestiżem. Zdobywca nagrody otrzymuje 10 tysięcy funtów, jednak bardziej niż jej wymiar finansowy – dla porównania wartość Nigeryjskiej Nagrody Literackiej to 100 000 dolarów  – liczy się sukces, jaki przychodzi wraz z wygraną. Już sama nominacja do nagrody często oznacza ogromne zainteresowanie mediów i wydawnictw. Dowodzą tego kariery literackie Helona Habili (zwycięzcy z 2001 r.) Binyavangi Wainainy, laureata z 2002 r.,  Chimamandy Ngozi Adichie (nominowanej w 2002 r.) czy Chiki Unigwe (nominacja w 2004 r.), które nabrały ogromnego tempa po otrzymaniu przez autorów nagrody bądź nominacji. Spośród 13 zwycięzców aż siedmioro opublikowało co najmniej jedną książkę, natomiast dwoje planuje to zrobić w najbliższym czasie (NoViolet Bulawayo, Yvonne Adhiambo Owuor). Co ciekawe, autorzy, którzy zdobyli uznanie dzięki krótkiej formie, często prawdziwy sukces osiągają jako powieściopisarze. Niektórzy z nich, jak Laila Lalami, Helon Habila, Chika Unigwe czy Leila Aboulela, są właściwe znani wyłącznie ze swoich powieści. 

piątek, 22 marca 2013

Ojciec literatury afrykańskiej nie żyje


Wczoraj w nocy w szpitalu w Bostonie, gdzie wykładał na uniwersytecie, zmarł profesor Chinua Achebe, autor przełomowej w dziejach literatury afrykańskiej powieści Wszystko rozpada się.

Chinua Achebe
Urodzony 16 listopada 1930 r. w Ogidi w Nigerii Achebe jest znany nie tylko jako autor powieści, ale także jako poeta, autor książek dla dzieci, eseista i krytyk. W swojej twórczości poruszał kwestię zanikania tradycyjnych afrykańskich kultur i postkolonialnej sytuacji w Nigerii, piętnując zwłaszcza wszechobecną korupcję (m.in. w powieści Nie jest już łatwo). Dwukrotnie odmówił przyjęcia wyróżnienia od rządu nigeryjskiego w proteście przeciwko panującej sytuacji politycznej. Achebe był też aktywistą działającym na rzecz niepodległości istniejącego zaledwie przez kilka lat państwa Biafry. Jego ostatnia, wydana w ubiegłym roku książka There Was a Country, wzbudziła sporo kontrowersji. Wielu Nigeryjczyków zarzuca autorowi, że w swoim autobiograficznym opisie doświadczeń z wojny biafrańskiej bardziej identyfikował się z Biafrańczykami niż Nigeryjczykami.

W Polsce wydano dotychczas tylko kilka powieści: Świat się rozpada (1989) / Wszystko rozpada się (2009), Boża strzała (1966), Czcigodny Kacyk Nanga (1968) której wznowienie właśnie się ukazało na rynku oraz Nie jest już łatwo (2011). Po polsku można też przeczytać zbiór esejów pt. Edukacja dziecka pod brytyjskim nadzorem, które zostało w tym miesiącu wydane przez wydawnictwo Zysk i Spółka.

piątek, 22 lutego 2013

Olbrzym w szponach liliputów, czyli historia Konga


Gdy w 1998 roku ukazała się bestsellerowa książka Adama Hochschilda King Leopold's Ghost (wydana w Polsce w 2012 r. pod tytułem Duch Króla Leopolda), opisująca zbrodniczą działalność króla Belgii Leopolda II, wydawało się, że nie da się już napisać niczego ciekawego na temat historii Konga. Okazuje się jednak, że dzieje tego odległego kraju wciąż są źródłem inspiracji dla wielu pisarzy. Co więcej, książka popularnonaukowa opisująca na niemalże 700 stronach historię Konga może się sprzedawać jak świeże bułeczki i zdobywać nagrodę za nagrodą. Taką książką jest Congo, een geschiedenis autorstwa Davida van Reybroucka, belgijskiego pisarza, archeologa i historyka sztuki, nagrodzona m.in. holenderską AKO Literatuurprijs, francuską Prix Médicis czy niemiecką NDR Kultur Sachbuchpreis. W samej Belgii i Holandii sprzedano już ponad 250 000 egzemplarzy tej książki, a dzięki tłumaczeniom na francuski, niemiecki, szwedzki i norweski podbija kolejne rynki. Wkrótce ma się ukazać w innych językach, także po polsku.

David van Reybrouck
Congo, wydana w 2010 r. w 50. rocznicę uzyskania niepodległości Konga od Belgii, to rewelacyjne połączenie dziennikarskiej pasji, akademickiej dociekliwości i literackiego polotu. W przeciwieństwie do Adama Hochschilda, David van Reybrouck nie zawęził historii tego ogromnego kraju w sercu Afryki do okresu kolonialnego, ale cofnął się aż o 90 000 lat i zakończył swą opowieść w 2010 r. opisem kongijsko-chińskich relacji. Dostrzegając charakterystyczne szczegóły każdego okresu w dziejach Konga, Van Reybrouck w rewelacyjny sposób nakreślił realia panujące w przedkolonialnym Królestwie Konga, w czasie podboju ziem przez Stanleya i w okresie panowania króla Leopolda II. Znakomicie przedstawił też pełną nadziei i intryg drogę do niepodległości, groteskowe rządy Mobutu, przejęcie władzy przez Kabilę, wojny domowe i niezwykle skomplikowaną sytuację polityczną na wschodzie kraju oraz dyskusyjne związki z Chinami.

Oprócz rzadkich archiwalnych materiałów Van Reybrouck wykorzystał także inne, przebogate źródła – setki rozmów przeprowadzonych z Kongijczykami: z ponad stuletnim staruszkiem, z dzieckiem-żołnierzem, sprzedawcą manioku, gwiazdą estrady, przemytnikiem, dowódcą rebeliantów, handlarzem chińskich podróbek i wieloma innymi świadkami wydarzeń historycznych. Dzięki temu czytelnik otrzymuje nie tylko fascynującą historię afrykańskiego kraju, ma też okazję poznać jego kulturę, religię, muzykę, a nawet modę. Dlatego Congo, een geschiedenis można – a nawet trzeba – czytać na dwa sposoby. Z jednej strony jako rekonstrukcję dziejów przez historyka starannie dokumentującego wszelkie zdarzenia, a z drugiej strony jako powieść podróżniczą, w której autor zabiera czytelnika nie tylko w podróż w czasie, ale też na spotkania z niezwykłymi osobami, takimi jak popularny muzyk Papa Wemba czy rwandyjski watażka, Laurent Nkunda, zwany rzeźnikiem z Kisangani. Atmosferę tego spotkania doskonale oddaje cytat: Znalazłem się w takim miejscu, że historia jest jeszcze ciepła, świeża i nieuchwytna. Nie mam oglądu sytuacji. Nikt nie ma. [1]

Laurent Kabila      Joseph Mobutu      Patrice Lumumba
Użycie ustnych źródeł historycznych bywa niestety czasem zdradliwe, jak w przypadku sędziwego, rzekomo liczącego sobie 126 lat Nkasiego, którego zdjęcie znajduje się na okładce, czy historii o kradzieży królewskiej szpady z samochodu króla Belgów Baldwina I, podczas obchodów uzyskania niepodległości przez Kongo, błędne przypisywanej przez Van Reybroucka Longinowi Ngwadiemu. Nie umniejsza to bynajmniej ogólnej wartości książki, natomiast te fragmenty, w których historyk ustępuje miejsca pisarzowi, sprawiają, że Congo porywa i zachwyca. Przywołamy na chwilę ten obraz: Lumumba i Mobutu, razem na motorowerze, dwaj nowi przyjaciele, dziennikarz i sprzedawca piwa, jeden ma 28 lat, a drugi 33 lata. Lumumba siedzi z tyłu. Jadą owiani ciepłym powietrzem i głośno rozmawiają, aby przekrzyczeć dudnienie z rury wydechowej. Dwa lata później jeden pomoże zamordować drugiego. [2]

[1]  David van Reybrouck Congo, een geschiedenis, s. 548, tłumaczenie moje
[2]  tamże, s. 263


Autor:            David van Reybrouck
Tytuł:             Congo, een geschiedenis
Wydawnictwo: De Bijzige Bij
Rok wydania:  2010
Liczba stron:  680
ISBN:            9789023458661
Okładka:        miękka
Cena:            24,95 €

niedziela, 3 lutego 2013

Skarby Timbuktu


Ostatnio w związku z walkami islamistów z armią rządową w Mali w różnych mediach pojawiają się informacje na temat manuskryptów znajdujących się w Timbuktu. Najpierw donoszono, że dokumenty zostały spalone, po czym na szczęście okazało się, że rękopisy zostały ukryte przez mieszkańców, dzięki czemu większość z nich ocalała.

Dawniej mawiano, że złoto pochodzi z południa, sól z północy, a boska wiedza z Timbuktu. Nie bez powodu. Podczas gdy Europa była pogrążona w mrokach średniowiecza, imperium Mali i potężne państwo Songhaj przeżywały okres rozkwitu i świetności. Miasto Timbuktu zostało założone w XII w. i przez 300 lat było jednym z najważniejszych centrów handlowych na świecie, a także wpływowym muzułmańskim ośrodkiem intelektualnym i kulturowym. Przyciągało największych mędrców, jurystów, astronomów, matematyków i kopistów, głównie ze świata arabskiego. W 1591 roku marokańscy żołnierze najechali i splądrowali Timbuktu, a tysiące mieszkańców wzięli do niewoli. Inwazja Maroka a następnie Francji doprowadziła do powolnego upadku miasta.


Szacuje się, że w zbiorach prywatnych i publicznych bibliotek Timbuktu znajduje się ok. 150 000 manuskryptów. Wiele z nich jest przechowywanych w centrum im. Ahmada Baby, a spora część została zdigitalizowana. Najstarsze rękopisy pochodzą z XIII w. Większość została napisana po arabsku, ale są także rękopisy w języku fulani, hausa i wolof zapisane alfabetem arabskim (tzw. literatura adżami). Księgi zawierają wiedzę z wielu dziedzin nauk przyrodniczych: astronomii, matematyki, botaniki i medycyny. Traktują też o religii muzułmańskiej w zakresie teologii (kalãm), jurysprudencji (fiqh) i opinii prawnych (fatwy). Są także dzieła literackie, takie jak poezja, panegiryki i gramatyki oraz bezcenne źródła historyczne (tarikh), opisujące dzieje Afryki Zachodniej. Najważniejsze z nich to Tarikh al-Sudan, historia Sudanu do 1655 r. autorstwa Abd al-Sadiego oraz kroniki Tarikh al-fattash opisujące Imperium Songhajskie do 1599 r. przypisywane Mahmoudowi Kati, choć prawdopodobnie zostały napisane przez jego wnuka, Ibn al-Mokhtara. Ta ostatnia księga jest dostępna w języku angielskim. 


Mimo że rękopisy z Timbuktu nie są najstarszymi afrykańskimi utworami literackimi (już w XIV w. naszej ery powstało wiele dzieł w języku gyyz, m.in. najsłynniejsza księga Kebra Nagast opisująca dzieje Etiopii), kryją w sobie ogromne skarby mądrości. I – co równie istotne – zadają kłam tym wszystkim [1], którzy twierdzą że Afryka nie ma historii.




[1]. M.in. szkocki filozof David Hume, niemiecki filozof Hegel i Hugh Trevor-Roper, profesor historii na Uniwersytecie w Oxfordzie. 

środa, 30 stycznia 2013

Beztroskie dzieciństwo


W ciągu ostatniej dekady w Afryce nastąpiły ogromne zmiany, zarówno pod względem ekonomicznym, politycznym, jak i społeczno-kulturowym. Wprawdzie nadal toczą się wojny, to jednak ich liczba i zasięg znacznie się zmniejszyły. Zmalała też liczba zachorowań na AIDS i śmiertelność wśród dzieci. Z kolei szybki wzrost gospodarczy (6 z 10 najszybciej rozwijających się gospodarek świata znajduje się w Afryce Subsaharyjskiej [1]), odkrycia nowych zasobów naturalnych, coraz większa i silniejsza klasa średnia, rozwój infrastruktury oraz reformy społeczne i polityczne sprawiły, że Afryka zaczyna być postrzegana jako kontynent pełen możliwości.

Mimo to przeciętnemu mieszkańcowi Zachodu Afryka nadal kojarzy się z biednym, głodnym i cierpiącym dzieckiem. Taki wizerunek nie wziął się oczywiście znikąd. Zdjęcia dzieci zrobione w czasie wojny biafrańskiej i głodu w Etiopii obiegły cały świat, uruchamiając machinę pomocy humanitarnej na niespotykaną dotąd skalę. Postać niedożywionego dziecka stała się symbolem Afryki, bezlitośnie wykorzystywanym przez organizacje charytatywne i bezustannie powielanym przez media. Na szczęście ten jednostronnie negatywny wizerunek powoli się zmienia. Barbara Stocking, szefowa Oxfam, jednej z największych organizacji pozarządowych na świecie, przyznała niedawno, że taki obraz Afryki jest niepełny i krzywdzący oraz zapoczątkowała kampanię opartą na pozytywnych skojarzeniach. Mam nadzieję, że inne organizacje pójdą za jej przykładem. Jednakże minie jeszcze z pewnością sporo czasu, zanim na ekranie telewizora będzie można zobaczyć uśmiechnięte afrykańskie dzieci, dla których źródłem szczęścia niekoniecznie jest pomoc otrzymana od białego człowieka. I które, podobnie jak dzieci w innych częściach świata, uwielbiają się bawić, zajadać słodyczami i nie doświadczyły wojny ani głodu. A tymczasem warto sięgnąć do literatury, która dostarcza wiele pozytywnych przykładów. Chociażby niedawno wydane w Polsce wspomnienia Alaina Mabanckou Jutro skończę dwadzieścia lat czy rewelacyjna autobiografia Binyavangi Wainainy One Day I Will Write AboutThis Place

Chyba najbardziej znaną opowieścią o dzieciństwie i dorastaniu w afrykańskim kraju jest książka L'enfant noir gwinejskiego pisarza Camary Laye, wydana w Polsce w 1973 r. pod tytułem Czarny chłopak. Jest ona jednocześnie pierwszą afrykańską powieścią napisaną po francusku (z 1953 r.), która zyskała rozgłos na Zachodzie i została uhonorowana nagrodą im. Charles’a Veillona. Chwalono przede wszystkim jej autentyzm i prostotę języka. Jednak współcześni Laye pisarze afrykańscy, m.in. Mongo Beti, nie podzielali zachwytów zachodnich czytelników. Krytykowali Gwinejczyka za brak antykolonialnego przesłania i zaangażowania politycznego, które dominowało wśród ówczesnej czarnej elity. Ostatecznie powieść znalazła się na liście 100 najlepszych książek afrykańskich XX w., a nawet trafiła do kanonu lektur w wielu francuskojęzycznych krajach Afryki. Na podstawie książki powstał film w reżyserii Laurenta Chevaliera pod tym samym tytułem.

Kadr z filmu L'enfant noir

Czarny chłopak to nostalgiczna opowieść o dzieciństwie pisana z perspektywy młodego człowieka przebywającego za granicą i tęskniącego za ojczyzną. Autor wykazuje przy tym wyraźną skłonność do idealizowania zanikającego stylu życia: tradycyjnych wierzeń, pradawnych obyczajów i rytuałów inicjacyjnych. Urodzony w niewielkiej wiosce Kurussa w Gwinei, Laye pozwala czytelnikowi obcować ze swoją kulturą, dokładnie opisując różne etapy swojego życia, którego punktem kulminacyjnym jest obrzezanie – wrota do świata ludzi dorosłych. Ponadto kreśli portrety ludzi, z którymi się wychowywał, m.in. matki posiadającej nadprzyrodzone siły, dzięki czemu nie lęka się krokodyli, i ojca pochodzącego z dynastii Keitów przez wiele lat rządzącej imperium Mali (świetnie przedstawionym w eposie o Sundżacie). Jako kowal i złotnik ojciec ma na co dzień do czynienia z magią w postaci czarnego węża, pojawiającego się zarówno we snach, jak i na jawie. Przekazując swoje wspomnienia z ojcowskiej kuźni, Laye opowiada także o licznych uczniach terminujących u mistrza oraz o griocie, którego również upajało szczęście tworzenia [2]. Jedynym elementem zakłócającym obraz harmonii i rodzinnego ciepła jest szkoła, która doprowadza do wyobcowania młodego bohatera, najpierw z powodu wyjazdu do szkoły średniej w Konakry, a następnie na studia do Francji. Podziw dla zachodniej cywilizacji miesza się bowiem z tęsknotą za dziecięcą niewinnością i beztroską.

Prosty, żywy i barwny opis dzieciństwa pisarza przemawia do czytelników pod każdą szerokością geograficzną. A jego relacje z babcią, wujkami i przyjaciółmi, lata szkolne i pierwsza miłość stanowią doskonały dowód na to, że nigdzie nie ma ludzi na tyle egzotycznych, by nie można się było w nich rozpoznać.

[2] Camara Laye Czarny chłopak, s. 35


Tytuł oryginału: Czarny chłopak
Autor: Camara Laye
Wydawnictwo:  Iskry, w serii: Naokoło Świata
Rata wydania: 1973
Liczba stron: 181


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Lekarstwo na grzech


Najbardziej znanym pisarzem egipskim jest bez wątpienia Nadżib Mahfuz, który w 1988 r. otrzymał literacką nagrodę Nobla. O ile jednak Mahfuz uznawany jest za ojca powieści egipskiej, tak Jusuf Idris (1927-1991) jest powszechnie znany jako mistrz krótkich form prozatorskich. Oprócz opowiadań jego dorobek obejmuje także dramaty (m.in. najsłynniejszą sztukę Al-Farafir), powieści i nowele (Farahat Republic). W 1997 r. pisarz otrzymał prestiżową nagrodę Literackiego Medalu im. Nadżiba Mahfuza za powieść City of Love and Ashes. Przez wielu krytyków i pisarzy był nawet uważany za najpoważniejszego kandydata do nagrody Nobla. Po przyznaniu tego najwyższego literackiego wyróżnienia Mahfuzowi, Idris nie krył swojego żalu. Uważał bowiem, że to on powinien był zostać laureatem, lecz nie dostał nagrody ze względu na swoje lewicowe przekonania i jawny antysemityzm. Za swoje poglądy polityczne autor trafił zresztą kilkakrotnie do więzienia. Nic dziwnego, że uzewnętrzniał je także w swoich dziełach, których głównymi bohaterami często czynił osoby z najniższych warstw społecznych, ludzi wykluczonych i skrzywdzonych. Nie stronił też od kontrowersyjnych tematów, takich jak fundamentalizm religijny czy homoseksualizm.
Jusuf Idris
W Polsce dotychczas ukazały się opowiadania Idrisa Egipski erotyk (w 1980 r.), a w ubiegłym roku, nakładem wydawnictwa Smak Słowa, powieść Grzech. Ta krótka opowieść zaczyna się w bardzo intrygujący sposób: podczas obchodu folwarku przy delcie Nilu stróż znajduje martwego noworodka. Podejrzenie od razu pada na zachodniaków – sezonowych robotników przyjeżdżających do pracy przy bawełnie, którzy miejscowym fellachom „jawili się jako wcielenie zła” [1]. Mimo interwencji policji sprawa pozostaje niewyjaśniona, a w życie mieszkańców majątku wkradają się wątpliwości co do ich własnej moralności, podsycane przez krążące plotki. Czy to możliwe, by grzechu dopuściła się Linda, piękna córka księgowego? A może Umm Safuat, żona zarządcy? Z całą pewnością winnych należy szukać wśród kobiet, wszak „rola mężczyzny w grzechu jest przelotna, natomiast kobiety – zasadnicza”. [2] Na szczęście wkrótce dzieciobójczyni zostaje odnaleziona, a do majątku powraca spokój i wzajemne zaufanie. Nie tylko potwierdziły się przypuszczenia mieszkańców, że tak ohydną zbrodnię mogli popełnić jedynie ciemni i odrażający przyjezdni, ale ich własne, mniejsze lub większe grzeszki nie wyjdą na światło dzienne. Uwaga wszystkich skupia się bowiem na sprawczyni – Azizie, która z powodu choroby męża jest zmuszona do wyjazdu za chlebem. Gdy wychodzi na jaw prawdziwy powód jej czynu, początkowa ciekawość mieszkańców folwarku ustępuje miejsca sympatii i współczuciu dla grzesznicy. Niektórzy z nich zaczynają nawet dostrzegać w przybyszach ludzkie cechy.

Wątek kryminalny, choć ciekawie poprowadzony, stanowi jedynie pretekst do głębszych rozważań na temat kondycji egipskiego społeczeństwa za czasów panowania króla Faruka I: kastowego systemu, bezrobocia, biedy czy wykorzystywania bezbronnych. Idris, urodzony w niewielkiej miejscowości w delcie Nilu, zerwał z tradycyjnym, sentymentalnym stylem stosowanym przez innych egipskich pisarzy, na rzecz surowego realizmu. Czerpiąc z własnego doświadczenia jako chirurg, Idris z dużą precyzją i zwięzłością, aczkolwiek niepozbawioną komizmu, przedstawił wiejskie realia panujące przed Rewolucją Egipską z 1952 r., która doprowadziła do obalenia monarchii i powstania republiki. Autor – niczym skalpelem – zagłębił się piórem w najbardziej wrażliwe sfery życia, nacinając seksualne tabu i dokonując wiwisekcji społeczeństwa. Znalazłszy główne ognisko grzechu – feudalny system – pod koniec powieści zaaplikował remedium w postaci reformy rolnej wprowadzonej przez ówczesnego prezydenta Nasera. Wprawdzie zmiana niesprawiedliwego ustroju może napawać optymizmem i nadzieją, lecz historia pokazuje, że na grzech nie ma lekarstwa.

[1] Jusuf Idris Grzech, przeł. Jacek Stępiński, wyd. Smak Słowa, 2012, s. 99.
[2] Tamże, s. 16.

Tytuł: Grzech
Autor: Jusuf Idris
Data wydania: 2012
Wydawca: Smak Słowa, w serii Kontynenty
Liczba stron: 135
ISBN: 978-83-621-2230-1
Cena: 29,90 zł

niedziela, 23 grudnia 2012

Podsumowanie mijającego roku i zapowiedzi na 2013 r.

Rok 2012 był niezwykle interesujący dla miłośników literatury afrykańskiej. Ukazały się nowe książki najwybitniejszych pisarzy afrykańskich: powieść Nadine Gordimer (No Time Like the Present) o mieszanej parze żyjącej w postapartheidowskim społeczeństwie, długo oczekiwane wspomnienia z wojny biafrańskiej Chinuy Achebego (There Was a Country), które wywołały wiele kontrowersji, druga część wspomnień Ngugiego wa Thiong’o In the House of the Interpreter, przemyślenia noblisty Wole Soyinki Of Africa oraz ostatnia część trylogii Nuruddina Farah pt. Crossbones.


Było też kilka udanych debiutów, m.in. dziennik podróży Looking for Transwonderland: Travels in Nigeria autorstwa Noo Saro-Wiwy, córki legendarnego nigeryjskiego aktywisty Kena Saro-Wiwy, powieść Daughters Who Walk This Path Yejide Kilanko z Nigerii czy The Spider King’s Daughter 21-letniej, niezwykle utalentowanej Chibundu Onuzo


Lista książek wydanych w Polsce wzbogaciła się w 2012 r. o kilka bardzo ciekawych pozycji. Ukazały się nie tylko książki przygodowo-sensacyjne autorstwa A. McCall Smitha czy W. Smitha, ale także ambitne powieści np. Grzech Jusufa Idrisa, Pensjonat Miramar Nadżiba Mahfuza, Anatomia zniknięcia Hishama Matara wydane nakładem wydawnictwa Smak Słowa, José Eduardo Agualusa Żony mojego ojca (wydawnictwo Znak), a także – dzięki wydawnictwu Karakter – niezwykle intrygująca powieść Witajcie, powracające widma Kossiego Efoui z Toga i wspomnienia Alaina Mabanckou Jutro skończę dwadzieścia lat. Pojawiła się też debiutancka powieść Irene Sabatini pt. Chłopiec z sąsiedztwa.


 

A co przyniesie nowy, 2013 rok?
Chyba najbardziej wyczekiwaną książką w przyszłym roku będzie 3. powieść Chimamandy Ngozi Adichie Americanah. Wydawnictwo Knopf planuje wydać ją 14 maja. Z kolei miłośnicy południowoafrykańskiego laureata nagrody Nobla J.M. Coetzeego powinni sobie zanotować datę 7 marca, bo właśnie wtedy pojawi się jego nowa powieść pt. The Childhood of JesusNatomiast fani Alaina Mabanckou z pewnością ucieszą się, że już w styczniu będzie można przeczytać jego nową powieść Lumières de Pointe-Noire.
Na przyszły rok zapowiadana jest także publikacja kolejnej powieści Aminatty Forny The Hired Man. Ubiegłoroczna laureatka Caine Prize NoViolet Bulawayo zadebiutuje niedługo powieścią We Need New Names. Interesująco zapowiadają się także powieści Ghana Must Go Taiye Selasi, protegowanej Toni Morrison, Nigeryjczyka Bobo Omotayo H.o.n.o.u.r.a.b.l.e. oraz opowiadania A. Igoni Barretta Love Is Power, or Something Like That


 
 

Polscy czytelnicy również nie powinni czuć się zawiedzeni, bo już 26 lutego nakładem wydawnictwa Czarne zostanie wydana relacja z podróży po Zimbabwe znanego reportażysty Petera Godwina Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe. Dwa miesiące później pojawi się debiutancka książka Alexandry Fuller Dziś wieczorem nie schodźmy na psy, brytyjskiej autorki, która wychowywała się w Afryce, m.in. w Zimbabwe.
Ciekawa pozycja zapowiada się też w dziedzinie krytyki literackiej. Wydawnictwo Dialog zapowiada kontynuację bardzo interesującej serii o literaturze RPA autorstwa wybitnego specjalisty Jerzego Kocha pt. Historia literatury południowoafrykańskiej. Literatura afrikaans XX w. Okres usamodzielnienia (1900-1930).

Oczywiście nie zabraknie pozycji beletrystycznych. Na 3 kwietnia wydawnictwo Albatros zapowiada wydanie powieści Aminatty Forny Pamięć miłości, nagrodzonej w ubiegłym roku Commonwealth Writers’ Prize. Albatros planuje także wznowienie kilku powieści Wilbura Smitha oraz wydanie jego nowej książki zatytułowanej Straceńcy.

W przyszłym roku jak zwykle będę śledzić konkursy literackie. Oprócz corocznych nagród w maju po raz pierwszy zostaną ogłoszeni laureaci nagrody Manuscript Project zorganizowanej przez kenijskie wydawnictwo Kwani? Ciekawym wydarzeniem będzie też zapewne Étonnants Voyageurs, festiwal literacki, który odbędzie się w dniach 14-18 lutego w Brazzaville (w Republice Konga), z którego pochodzi współdyrektor imprezy Alain Mabanckou. Lista zaproszonych pisarzy jest imponująca: José Eduardo Agualusa, André Brink, Breyten Breytenbach, Mia Couto, Teju Cole, Helon Habila, Cheikh Hamidou Kane, Lyonel Trouillo i wielu innych.